Mądrości. #3.

Lepiej stracić palec niż głowę.

Choć ani jedno, ani drugie nie odrośnie…

Reklamy

Mądrości. #1.

Co masz zrobić dziś, zrób jutro. Jutro też jest dzień!

Wklejam, bo Gugiel tego zlepku nie znalazł, więc będzie moje. Zaklepane.

(Muszę poszukać tych starych i przenieść je tu. Może komuś się przyda i odkryje nowy, lepszy świat.)

Gips.

Pochwalę się Wam. Dostałem dziś prezent. Niespodziankę. Zachwycający. Serio serio. Zupełnie bez okazji, bo jak wszyscy dobrze wiecie, a wiecie dużo i dobrze, mam urodziny w lipcu, imieniny w listopadzie, a rocznicę rozwodu w lutym. Albo odwrotnie? Sam nie pamiętam… Bez znaczenia. Ale o datach innych pamiętam. Staram się pamiętać.

Jeszcze chwilę temu dostałem wyróżnienie za największą dynamikę sprzedaży. Ładny puchar, zawieszka na ścianę i uścisk dłoni prezesa. Ale nie umywa się w ogóle ten on zestaw. Ani trochę. Z resztą na to zapracowałem przez cały rok, zapieprzając jak dziki osioł (ktoś widział dzikiego osła kiedyś?), więc się należało jak psu buda (o psa bez budy nie pytam, bo widziałem). A tu? Tu żadnej okazji. Coś, co mi się nie zdarza. Tak samo, jak nie zdarzają się często uśmiechy ludzi na ulicy.

Zastanawiam się, dlaczego? Już się kiedyś zastanawiałem w sumie, choć wniosków nie pamiętam. Dlaczego ludzie się nie uśmiechają? Tak rzadko to robią. Albo dlaczego nie patrzą w oczy? O tym też dyskutowaliśmy. Mam to szczęście, że ostatnio dostaję dużo uśmiechu. Sam się uśmiecham. Ale tak na ulicy, tak sami z siebie… W tym roku zobaczyłem to tylko raz. Jak wracałem w tym tygodniu wieczorem i wsiadłem do tramwaju na Marymoncie wsiadałem. Kobieta zaś wysiadała. W moim wieku na oko. Musiała rozanielona z randki chyba jechać, bo po prostu się do mnie uśmiechnęła. Odpowiedziawszy. Na zdrowie jej. A Ty? Kiedy ostatnio robiłaś/eś randkę? I te oczy. Rozkoszne… Ale nie tej kobiety z tramwaju.

Sam sobie ostatnio też prezent zrobiłem. Do teatru poszedłem. Warto było. Zawsze warto. Postanowienia przynajmniej raz w miesiącu do teatru pójścia przestrzegam. Bo staram się trzymać dobrych słów. Dobrych ludzi. Nie być chujem. Takie postanowienie. I na Awendżersów czekam. Już za chwilę, już za momencik.

I powiem jeszcze… Zapatrzyłem się w ekran i zapomniałem. Mój multitasking się zepsuł.

I jeśli to kiedyś przeczytasz, dziękuję Ciebie za ten prezent. 🤲

Lubię dostawać. Lubię dawać też. W szczególności dawać. Nie boję się dawać. Ale tylko wtedy, gdy warto. Gdy jest Komu. Ostatnio na ten przykład też dałem. Może nie tak fenomenalny jak ten otrzymany, ale prosto z trzewi… Herbata się chyba zaparzyła, w kubku, który dostałem na parapet od pani mecenas (nikt z Was nie przyszedł, a spraszałem), zaraz wracam…

Kontrowersje wokół strajku.

Przedwczoraj. Leżę w łóżku, od wczoraj głowa na Kukurydzy. W nocy rozmawiałem z Małgorzatą o wulkanach. Rozmawialiśmy przez szkiełko. Inaczej bym nie leżałbym na Kukurydzy pewnie przez cały wieczór. Tylko bym spałbym. Wulkany są ciekawe, podobnie jak ciekawe są dinozaury. Ale do rzeczy, bo ten mój chaos…

Jak wszyscy dobrze wiecie, bo przecież wiecie naprawdę dużo i dobrze, z tymi strajkami to ogólnie jest kiepsko, bo taki strajk to powoduje problemy, a powtarzający się czy wielokrotny (nie dajcie bogowie) doprowadzić może nawet do katastrofy. Gdy jest strajk, jest źle. Gdy jest strajk, wiedz, że coś się dzieje.

Trochę nie wewtemacie. Katastrofa to była, jak żyły, a po tej onej katastrofie wyginęły dinozaury. Ogromna. I wcale nie chodzi o podśmiechujki z rzucania kamieniami. Z resztą kto wie, może były wtedy inne, nieodkryte do tej pory, homo nie wiadomo cosie i one jednak rzucały. A jeszcze przecież Denver żył w czasach ludzi, więc to może rzutować na poglądy na dzieje ludzkości. I dinozaurów. Albo erupcja wulkanu w Indonezji, na przykład z 1815 roku. Wielka katastrofa. Przez taką erupcję nie było tego roku lata.  Nigdzie. Mrozy w czerwcu. I głód. Właśnie, zjadłbym coś… Ale najpierw skończę pisać.

Za klasyczny przykład nawiązujący do tematu naszych dywagacji weźmy sytuację, gdy za jednym zamachem (choć zamachy to jednak zło jest) pojawia się trzeci strajk. Przecież to koniec świata, nawet dla tuzów sportu i jego dinozaurów! Taki biedny szary człowiek to w zasadzie powinien się schować w domie i z niego przez tydzień nie wychodzić. Bo i po co? Przynajmniej ja nie widzę sensu. Wszędzie tylko gwizdy. Nie ma dokąd iść czy biec. Nic, tylko spakować się i wiać w cholerę. Sprawa ma się inaczej przy jednym, dwóch no może. Wtedy człowiek to może śmiało do przodu – nie ma strajku, ewentualnie po jednym, dwóch: gnaj biegnij człowieku, nic nie stoi na przeszkodzie! Da się spokojnie ogarnąć. Ale trzy? Trzy to nie. To już lipa.

Tak ważna jest dyskusja. Gdy pojawia się strajk, trzeba to dokładnie przeanalizować, ustalić, co można zmienić i poprawić, by więcej się nie powtórzył. Tu wiele zależy od tego, kto zarządza całym bajzlem i ma wspierać doświadczonego strajkiem. To w jego sugestiach, propozycjach, od jego działań zależy, czy strajk się powtórzy, czy nie. Choć często powody do strajku leżą w chorych głowach ludzi. Ale to temat na inną dyskusję.

Gdy jedni strajkują, inni muszą wejść na ich miejsce. Bo przyroda nie lubi próżni. Bo takie są zasady. W każdej dziedzinie.

Moja konkluzja będzie dość krótka i werybardzo wewtemacie. W końcu nie ma się co rozwodzić, bo już raz mi się udało, i powiem, że niekoniecznie mi to posłużyło (choć zdecydowanie poprawiło mi się w głowie…), a i pora już słuszna dla mnie. Z resztą nigdy nie uważałem, że mam w głowie aż tak nasrane, by się nad sobą użalać:

Miotacze to jednak mają przejebane…